Duńczycy na wiele sposobów okazuje swoje niezadowolenie wobec polityki prezydenta USA Donalda Trumpa związanej z Grenlandią. Czy ich protesty mają sens?
17 stycznia w większych duńskich miastach tysiące osób wyszło na ulice, aby okazać swoje poparcie dla Grenlandii oraz wyrazić sprzeciw przeciwko polityce amerykańskiego prezydenta wobec Danii. Protesty wobec deklaracji zajęcia duńskiego terytorium odbywają się jednak nie tylko na ulicach.
Nie dla whisky, śliwek i migdałów
Bojkotująca amerykańskie towary duńska grupa na Facebooku Boykot varer fra USA liczy już 116 000 członków. Istnieje mniej więcej od roku. Członkowie dyskutują i udzielają sobie nawzajem rad, jak unikać kupowania amerykańskich towarów, na przykład alkoholu, suszonych śliwek albo migdałów. Za każdym razem, gdy prezydent USA Donald Trump mówi coś na temat Grenlandii, liczba członków wzrasta. Pomysłodawca i założyciel grupy powiedział dziennikarzom telewizji publicznej, że stworzył to miejsce po to, by Duńczycy mogli wyrazić swoje niezadowolenie i frustrację związane z agresywną polityką niedawnego sojusznika. Spodziewał się tylko 200-300 członków, a nie wielu tysięcy.
– Zaczęłam dbać o to, żeby nie kupować amerykańskich produktów, kiedy mam alternatywę, i chętnie płacę trochę więcej, aby uniknąć wspierania USA. Na przykład jestem wielką fanką Pepsi Max, ale już jej nie kupuję – powiedziała jedna z członkiń grupy portalowi „dr.dk”. – Robię to zrobić w ramach protestu.
Mniejsza ochota na wycieczki
W ciągu ostatniego roku mniej niż zwykle Duńczyków wybrało się do USA. Według branżowego stowarzyszenia agencji turystycznych Rejs sprzedaż wakacyjnych wyjazdów do USA spadła o około 50 procent od czasu inauguracji Donalda Trumpa na prezydenta w styczniu ubiegłego roku.
– Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem, to zupełnie niespotykane – komentuje ten trend Niels Amstrup, dyrektor biura podróży Jysk Rejsebureau. – Znaczący spadek zainteresowania obserwujemy od momentu, kiedy padły pierwsze słowa o Grenlandii. Nic nie wskazuje na to by na razie ten trend miał się odwrócić.
Zdaniem Amstrupa Dania należy do grupy tych krajów w Europie, w których spadek zainteresowania podróżami do USA jest największy.
Czy bojkot ma sens?
Komentatorzy i eksperci są podzieleni w opiniach, czy bojkot towarów i usług z USA działa w wymiarze praktycznym. Na pewno działa na poziomie jednostek. Osoba decydująca się na przykład na sprawdzanie za pomocą specjalnej aplikacji, które produkty spożywcze zostały importowane z USA, by móc je zastąpić czym innym w swoim koszyku na zakupy, ma poczucie, że wyraża swój sprzeciw. W sensie psychologicznym ma to dla niej znaczenie.
W sensie ekonomicznym bojkoty konsumenckie zwykle mają ograniczone, krótkoterminowe działania. Ekonomistka konsumencka w AL Sydbank Ann Lehmann Erichsen uważa, że chociaż siła oddziaływania bojkotu jest niewielka, może być kroplą, która drąży skałę. Do bojkotu trzeba jednak determinacji, której zwykle brakuje, gdy staje się przed konkretnym wyborem.
– W grę wchodzą pewne nawyki. Na przykład Coca-Cola – czy można bez niej żyć? – zastanawiała się ekspertka w niedawnej debacie radiowej poświęconej problematyce bojkotu amerykańskich towarów. – Jeszcze trudniej jest zrezygnować z rozwiązań technologicznych, bo w branży IT i komunikacji elektronicznej większość rozwiązań jest amerykańskich.
Poza tym bojkotując amerykański produkt można się przyczynić do gorszej koniunktury rodzimych firm. na przykład Coca-Cola dla duńskich supermarketów jest produkowana w Fredericii.
„Nieistotne”
Sami Amerykanie bagatelizują problem. Kiedy duński Fundusz AkademikerPension ogłosił wycofanie się ze wszystkich amerykańskich inwestycji, dyplomaci prezydenta Trumpa uznali to za marginalne. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos minister finansów USA Scott Bessent ocenił decyzję AkademikerPension jako „nieważną”, dodając, że „inwestycje Danii w obligacje skarbowe USA, podobnie jak sama Dania, są nieistotne”. Amerykanie podkreślają, że Dania jest mniejsza od Texasu.
Jak można się domyślać, lekceważący ton wypowiedzi sprawia, że liczba Duńczyków chętnych do bojkotu amerykanskich towarów i usług tylko się zwiększa.

