Po niedawnym ataku terrorystycznym premier Danii deklaruje, że rząd jest otwarty na pomysł przyznania policji dodatkowych środków.
W ostatnią środę w dzielnicy Kopehagi Hellerup dwóch nastolatków ze Szwecji zaatakowało ręcznymi grantami ambasadę Izraela. Szesnastolatek i dziewiętnastolatek zostali zatrzymani, a dzień później sąd wydał zgodę na ich aresztowanie na 27 dni. Policjanci zakładają, że sprawcy nie działali sami. Możliwe, że dokonali ataku działając na czyjeś zlecenie. Wjeżdżając do Danii mieli ze sobą więcej granatów niż użyli podczas ataku.
Chłopców oskarżono nie tylko o posiadanie broni. Zastosowano wobec nich również paragraf dotyczący terroryzmu.
Atak na zlecenie
Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że aresztowani nie mieli wcześniej związków z Danią. Przed ich atakiem na ambasadę Izraela w Kopenhadze, w stolicy Szwecji ktoś oddał strzały w kierunku ambasady tego kraju. Duńska policja zakłada, że te dwa zdarzenia mogą być ze sobą powiązane.
W przekazach prasowych nastolatków, którzy rzucali grantami w Danii, określa się jako „posiadających obywatelstwo szwedzkie”. Jednocześnie szwedzkie służby Säpo jako jedną z teorii przyjmują, iż za zleceniem ataków może stać ktoś z Iranu.
Deklaracja polityczna
W konsekwencji ataku na ambasadę Dania zdecydowała się na wprowadzenie wyrywkowych kontroli na granicach ze Szwecją i Niemcami.
W weekend premier Mette Frederiksen zadeklarowała w mediach społecznościowych, że rząd jest gotowy przyznać policji więcej środków, jeżeli jest to potrzebne. Powiedziała, że Duńczycy mają prawo do tego, by czuć się bezpiecznie.

